piątek, 7 czerwca 2019

PROLOG


- Uwaga! wchodzicie za pół minuty! – gruby głos koordynatora wiadomości wieczornych rozszedł się po całym studio niczym ryk silnika. Gościem programu był Szef Krajowego Biura Wyborczego, Damian Wiśniewski, pięćdziesięcioletni mężczyzna i ciemnych włosach, na których ząb czasu pozostawiał coraz więcej szronu. Jego ciemne oczy spoglądały w kierunku młodej, atrakcyjnej dziennikarki, która za chwilę miała z nim przeprowadzić wywiad na temat zbliżających się wyborów samorządowych oraz nowym programie do liczenia głosów. Wszyscy jeszcze mają w pamięci wybory z listopada 2014 roku, kiedy to zawiesił się ówczesny program stworzony właśnie do tego celu. Podczas wyjaśniania sprawy, ujawniono kilka nieprawidłowości zarówno w samej organizacji przetargu, jak również w działaniu systemu, który powstał na trzy miesiące przed samymi wyborami.

            Mogłoby się wydawać, że dziennikarka wywarła spore wrażenie na Wiśniewskim, który nie odrywał wzroku od jej twarzy o gładkiej cerze. Mężczyzna jednak po raz kolejny odgrywał w myślach scenę wywiadu, który ma się za chwilę odbyć. W tym roku chciano uniknąć jakiejkolwiek wpadki. Wszystko miało być dopięte na ostatni guzik, toteż do stworzenia takiego programu, odpowiednią zdawałoby się firmę znaleziono wcześniej, bo z rocznym wyprzedzeniem. Negocjacje trwały długo, jednak obie strony doszły do porozumienia, które je satysfakcjonuje.

- Jeszcze dziesięć sekund!

- Asiu, powodzenia – rzucił szef wiadomości w kierunku prezenterki, dla której nie była to pierwszyzna. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie i przejrzała szybko w lusterku. Ciemne blond włosy spięte w kok, idealnie współgrały z makijażem, który dobrała wizażystka. Joanna Chmielewska, była dwudziesto-dziewięcio letnią prezenterką, której twarz od prawie trzech lat gości na ramówce wieczornych wiadomości. W tym czasie przeprowadziła ponad sto wywiadów, wyrabiając w sobie pewien automatyzm. Bez chwili zastanowienia wiedziała kiedy i jakie pytanie ma zadać. Nic więc dziwnego, że była głównym faworytem do prowadzenia nowego programu, w którym gośćmi miały być znane persony ze świata polityki oraz biznesu.

- Trzy, dwa, jeden!

- Dobry wieczór państwu, Joanna Chmielewska, wiadomości. Zbliżające się wybory samorządowe to nie tylko moment, kiedy to obywatele mają możliwość zdecydowania o tym, kto będzie sprawował władzę w ich rejonie. To także czas, aby zadać pytanie czy w tym roku, Państwowa Komisja Wyborcza zrobiła wszystko, aby nie doszło do powtórki z 2014 roku, kiedy to niewydolny system wyborczy nie podołał próbie przerobienia olbrzymiej ilości danych, którą wówczas otrzymał. W studiu ze mną jest Szef Krajowego Biura Wyborczego, Damian Wiśniewski.

- Dobry wieczór pani, dobry wieczór państwu – mężczyzna przywitał się spokojnym, łagodnym tonem głosu – bardzo szybko przeszła pani do rzeczy.

Kobieta uśmiechnęła się lekko.

- Myślę, że to dobra okazja, aby choć trochę ocieplić wizerunek pańskiej Instytucji. Według naszych sondaży prawie połowa respondentów, nie jest przekonana co do uczciwości jakichkolwiek wyborów, które odbywają się w naszym kraju. Sam pan przyzna, że nazwijmy to – incydent, sprzed czterech lat nie poprawia sposobu w jaki Polacy postrzegają instytucję  wyborów, jak również poddają w wątpliwość system, który nazywamy demokracją.

- To prawda pani redaktor. Poza strategią wdrożenia nowego programu, trzeba było także zadbać o dobry, nazwijmy to, PR w mediach. Jednym z warunków, aby to osiągnąć, było uderzenie się w pierś i przyznanie do błędu. Nie będę ukrywał, że zarówno ja, choć nie pełniłem wówczas roli Szefa Krajowego Biura Wyborczego oraz moi znakomici koledzy i koleżanki, nie jesteśmy zadowoleni z tego, co miało miejsce cztery lata temu. Nie wszystkie decyzje były dobre, stąd też nauczka dla nas, żeby następnym razem wszystko zorganizować perfekcyjnie. Aby to osiągnąć, podjęliśmy ku temu niezbędne kroki.

- Jakie to kroki? – prezenterka nie spuszczała z gościa oczu i co chwila potakiwała głową, podczas gdy Wiśniewski udzielał odpowiedzi na jej pytania.

- Po pierwsze: przetarg był ogłoszony na rok przed wyborami. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której program będzie tworzony na przysłowiowym kolanie. Zależy nam na tym, aby był on pozbawiony wszelkich błędów. To wymaga czasu gdyż, oprócz procesu tworzenia należy uwzględnić także fazę testów. Po drugie: tak jak do tej pory cena grała dużą, o ile nie główną rolę w wyborze firmy, która miałaby zająć się tworzeniem takiego oprogramowania, tak teraz chcemy postawić na doświadczone konsorcjum. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nie będzie to tanie, ale jak mówiłem, zależy nam na profesjonalnym wykonaniu.

- Jakie firmy zatem były brane pod uwagę?

- Przede wszystkim takie, które na co dzień pracują z dużą ilością danych oraz mają dobrze rozwiniętą branże IT. Najpewniejszymi były przedsiębiorstwa zajmujące się dostarczaniem swoim klientom oprogramowania statystycznego, ale nie tylko.

- Jak rozumiem, w cenę wchodzi nie tylko stworzenie  takiego oprogramowania, ale dostarczenie urządzeń liczących w postaci skanerów, które już teraz używane są chociażby na niektórych uczelniach?

- Dokładnie!

- Ale czy taki sprzęt, nie był używany przy poprzednich wyborach? - Kobieta sprawiała wrażenie niewzruszonej, jakby wszelkie emocje zakopała gdzieś w najgłębszych zakamarkach swojego umysłu.

- Oczywiście, proszę jednak pamiętać, że jest to sprzęt wiekowy, w którym łatwiej o awarie, a tego chcemy uniknąć. W końcu przyszedł czas, że trzeba sięgnąć głębiej do kieszeni i zmodernizować nasz system liczenia głosów.

- Oczywiście ma pan na myśli kieszeń obywatela.

- To są koszty niezbędne, związane z prawidłowym funkcjonowaniem demokracji pani redaktor – ostatnie dwa słowa Wiśniewski wypowiedział z większym naciskiem niż powinien. Uznał, że ostatnie zdanie dziennikarki było niepotrzebne i sentencjonalne – wiem, że obywatele źle reagują, gdy są podejmowane kolejne wydatki na administracje. Niestety pewne przedsięwzięcia prędzej czy później trzeba podjąć. Przedmioty się zużywają i trzeba je wymieniać. Nie jestem zwolennikiem rozbuchanych wydatków, ale czasem są one nieuniknione.

- Skoro ma to pomóc w zapobieżeniu powtórzenia błędów z przeszłości, to myślę, że Polacy zrozumieją konieczność tych wydatków. Jeżeli mogę spytać, to czy został już wyłoniony zwycięzca przetargu?

- Jak najbardziej – twarz Wiśniewskiego, do tej pory nie zdradzająca specjalnych emocji, nagle wypogodziła się. Sztuczny uśmiech został zastąpiony prawdziwym, szczerym – z radością pragnę ogłosić, że wczoraj zapadła decyzja dotycząca przetargu. Wygrała firma znana w środowisku biznesowym, która spełniła nasze wymagania co do profilu. Jest nią konsorcjum „Statistic Soft Corporation”.

- Rzeczywiście znana marka, już wcześniej była przez wielu dziennikarzy uznawana za faworyta tego wyścigu. Co ciekawe ta firma, podobnie jak poprzednia, również pochodzi z Łodzi. Nie boi się pan, że miasto to po raz drugi może okazać się pechowe dla wyborów?

- Tak, to prawda – Wiśniewski przybrał teraz zamyślony wyraz twarzy. Był gotowy na ten mały prztyczek ze strony mediów – Jednak nie jestem przesądny i nie wierzę w fatum, a w to że ludzie z „SSC” sprostają temu wyzwaniu. Mają niezbędne ku temu doświadczenie, wiedzę oraz zaplecze techniczne, aby ten cel osiągnąć.

- My również mamy taką nadzieję i życzymy powodzenia łódzkiej firmie w realizacji postawionych przed nią zadań. Ostatnie pytanie. Czy tajemnicą jest kwota wynagrodzenia dla firmy?

Wiśniewski na chwilę zdjął okulary i potarł miejsce na grzbiecie nosa, w które zaczęły upijać go noski okularów. Po chwili założył je z powrotem.

- Oczywiście zdają sobie państwo sprawę z tego, że wdrożenie nowego systemu wraz z kupnem niezbędnego sprzętu, wiąże się ze sporymi wydatkami. Jeśli system się sprawdzi, będzie on wykorzystany także przy najbliższych wyborach parlamentarnych oraz prezydenckich.

- Rozumiem, zgodzi się pan jednak, że zarówno my jak i telewidzowie chcielibyśmy poznać szczegóły tej transakcji – Chmielewska nie dawała za wygraną. Nie trzeba wielkiego doświadczenie, aby wiedzieć, że każdy kto operuje pieniędzmi, jak ognia unika dyskusji publicznej na temat wydatków. Nie zamierzała jednak odpuścić. Wiedziała, że ma przewagę, i albo uzyska interesującą ją odpowiedź albo zadręczy swojego gościa niewygodnymi pytaniami, co na pewno dodało by pikanterii temu wywiadowi. To z kolei na pewno spodobałoby się jej przełożonemu.

Wiśniewski westchnął cicho, co nie uszło uwadze kamer i mikrofonów.

- Program oraz oprzyrządowanie, jak i dwuletnie usługi serwisowe to wydatek około miliona i siedmiuset tysięcy złotych – czuł, że gdy wypowiadał tą kwotę, uszło z niego całe ciśnienie.

Chmielewska nie dała po sobie poznać, choć wysokość kwoty mocno ją zaskoczyła, ale jak sama szybko stwierdziła, tym lepiej dla niej i dla telewizji. W tym momencie dostała sygnał od koordynatora, że ma kończyć, gdyż za chwilę będzie poruszany kolejny temat. Prezenterka odwróciła się prosto do kamery i wypowiedziała kwestie kończącą.

- Jak widać Państwowa Komisja Wyborcza mocno wzięła sobie do serca niefortunną wpadkę sprzed czterech lat. Jej członkowie nie szczędzą środków, aby zbliżające się wybory samorządowe przebiegły prawidłowo i żeby podobny incydent nie miał więcej miejsca. Czy ta inwestycja będzie trafna i spełni oczekiwania obywateli? Przekonamy się za niecały rok podczas wyborów. Moim gościem był Szef Krajowego Biura Wyborczego, Damian Wiśniewski – tutaj zwróciła się w kierunku mężczyzny - dziękuję panu bardzo za wizytę w studio.

- Ja również dziękuję i dobranoc państwu.

- Jest to wieczorne wydarzenie wiadomości, a już za chwilę…


*


            Wiśniewski z każdym krokiem, gdy opuszczał budynek stacji, stawał się coraz lżejszy. Choć nie miał za bardzo powodu, to jednak obawiał się, że kwota jest faktycznie zbyt wysoka. Z drugiej jednak strony, nigdy do tej pory nie przeprowadzano modernizacji całego systemu wyborczego i to na taką skalę. Mężczyzna zatrzymał się na chwilę i zdjął okulary. Dobył z kieszeni marynarki chusteczkę, którą przetarł szkła, po czym wsunął okulary z powrotem na nos, a chustkę wyrzucił do śmieci.

- Czym tu się w sumie przejmować? Pewne wydatki są nieuniknione – rzekł sam do siebie i ruszył na najbliższy postój taksówek.



DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ



            Marcin Świebodziński powoli zbliżał się swoim Audi do osiedla, na którym mieszkał. Cyfrowy zegar widniejący na desce rozdzielczej samochodu wskazywał, że dochodziła godzina dziesiąta wieczór. Listopadowe wieczory są już bardzo chłodne, toteż mężczyzna zmuszony był przesiąść się ze swojego ulubionego środka transportu jakim jest rower, właśnie do czterokołowca.

Mężczyzna czuł na sobie trudy dzisiejszego dnia, jednak wiedział, że czeka go jeszcze sporo pracy. Brama wjazdowa, jak zwykle była otwarta i wjazd na teren blokował tylko automatyczny szlaban, do którego każdy z mieszkańców osiedla miał pilota. Mężczyzna nacisnął odpowiedni przycisk i po chwili jego auto pojechało dalej. Kątem oka dostrzegł, że portiera nie ma w jego budce. Pewnie jest właśnie na obchodzie - pomyślał Świebodziński. Lubił tego człowieka. Często gdy wracał z zakupów z pobliskiego marketu, zatrzymywał się na dłuższy czas, aby porozmawiać z portierem o polityce, piłce nożnej czy też kobietach. Waldemar Wolski, bo tak nazywał się portier, był już w tym wieku, że na wszystkie z tych trzech tematów mógł tylko i wyłącznie ponarzekać, choć kochał swoją żonę i często jej to okazywał, gdy ta przynosiła mu jedzenie, do jego budki.

            Świebodziński podjechał pod swój blok i zaparkował samochód na swoim miejscu. Miał jeszcze dzisiaj sporo do zrobienia, toteż chciał jak najszybciej znaleźć się w domu. Mężczyzna wysiadł z pojazdu i miał właśnie zamykać drzwi, gdy nagle usłyszał za sobą obcy, zachrypnięty głos.

- Kierowniku, można na chwilkę?

            Marcin odwrócił się niepewnie i zdumiony ujrzał, że w jego kierunku zbliża się nieznajoma postać. W pierwszej chwili nie dowierzał temu co widzi, ale w końcu zmiarkował, że ma do czynienia z bezdomnym, co było dość niespotykane, gdyż ci trzymali się raczej z daleka od osiedli zamkniętych. Nawet jak któryś próbował wejść, zaraz ochrona go przepędzała.

- Kierowniku, ja tylko na chwilkę – powtórzył i podszedł bliżej. Wysoki, ubrany był w gruby zniszczony płaszcz. Głowa jego skryta była pod kapturem, natomiast sama twarz chowała się za bujną, niechlujną brodą. Jego chód był niepewny. Lekko chwiał się to w jedną to drugą stronę, widocznie zaprawiony tanią przepalanką na kolejną zimną noc.

Świebodziński odruchowo cofnął się od obcego.

- O co chodzi? Jeśli o pieniądze, to nie mam Zawsze używam karty – głos mu lekko zadrżał.

Bezdomny nic nie odparł, tylko dał jeszcze jeden krok na przód.

- Ale ja nie będę oszukiwał, osiemdziesiąt groszy do browara mi brakuje, daj szefie.

- Nie mam już ci mówiłem.

- A jak znajdę?

- Odejdź! Bo wezwę ochronę! – Świebodziński czuł, że nogi mu miękną. Taki obrót sprawy niemiło go zaskoczył. Nigdy do tej pory nie spotkał tak nachalnego bezdomnego. Zazwyczaj wystarczyło zwykłe nie mam daj mi spokój i delikwent odchodził, co najwyżej pomrukując złowróżbnie. Ten jednak bynajmniej nie planował poprzestać na słowach.

- Głuchy jesteś?!

Świebodziński dał jeszcze krok do tyłu i w tym momencie nieznajomy doskoczył do niego. W blasku latarni mignęło ostrze noża, nim jednak Marcin zdążył zareagować, zimna  stal wbiła się w jego ciało, przebijając czarny, gruby płaszcz. Ostrze utkwiło tuż pod splotem słonecznym, po czym szybko opuściło ciało, by zagłębić się w nim znowu. Nastąpiło jeszcze kilka pchnięć, aż w końcu bezwładne ciało powoli osunęło się na zimny asfalt, do którego przytuliła się jeszcze ciepła twarz. Szkarłatna stróżka krwi zaczęła tworzyć kałużę wokół ciała, która stopniowo się powiększała. Martwe oczy mężczyzny wpatrzone były w to miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał napastnik, a teraz nie było nikogo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz