Tuż przed północą zadzwonił telefon
funkcjonariusza CBŚ starszego sierżanta Zbigniewa Mazura, który w tym czasie
oddawał się lekturze jednego z licznych reportaży, które zdobiły półkę z
książkami wiszącą nad jego łóżkiem.
Mężczyzna
westchnął i niechętnie odłożył książkę na biurko, które stało obok kanapy.
Następnie sięgnął po telefon i odebrał połączenie.
- Mazur, słucham.
- Wiem, że nie śpisz, a sprawa jest
paląca – w słuchawce odezwał się ochrypły głos inspektora Bieleckiego,
przełożonego Mazura – przejdę od razu do rzeczy. Osiedle Majowe, kojarzysz?
- Kojarzę, nawet bardzo dobrze.
Sąsiaduje z moim osiedlem. Przechodzę przez park i jestem na miejscu, a w czym
problem? Pijemy?
- Bez żartów Mazur. Jeden z jego
mieszkańców został zabity parę godzin temu. Cios nożem. Przydzieliłem cię do tej
sprawy.
- To miłe, że spytał mnie pan o to
czy chcę brać w tym udział – odparł Mazur, który powoli wstawał z łóżka – motyw
rabunkowy?
- Na to wychodzi.
- Daj mi piętnaście minut.
Zbyszek
rozłączył się, zanim Bielecki zdążył cokolwiek odpowiedzieć i udał się do
przedpokoju. Nałożył na siebie kurtkę, przyodział buty i nie gasząc światła
opuścił mieszkanie, kierując się w stronę miejsca zbrodni. Chłodny wiatr smagał
policzki funkcjonariusza policji, który zdawał się tego nie dostrzegać.
Codzienne przebieżki o poranku zahartowały go na nieprzyjemności pogodowe,
które niosły ze sobą jesienne dni. Mężczyzna stawiał szybkie kroki, po drodze,
którą znał na pamięć. Przemierzał ją setki razy, gdy jeszcze odwiedzał swoich
dobrych znajomych na Osiedlu Majowym, zanim ci przeprowadzili się do nowego,
większego mieszkania na Bałutach, zaraz po tym gdy urodziło im się dziecko.
Początkowo był pomysł, że Zbyszek sprzedałby swojego stare mieszkanie i
zaciągnąwszy niewielką pożyczkę w banku, odkupiłby od nich lokum. Dużo większy
metraż i balkon nie przekonały go jednak do tego, a małe mieszkanie, w którym
obecnie egzystował, w zupełności mu wystarczało.
*
Na
miejscu był szybciej niż zakładał, bo już po dziesięciu minutach spoglądał na
otoczone policyjnymi taśmami miejsce zbrodni. Dwa policyjne radiowozy stały z
włączonym sygnałem świetlnym. I po cholerę oni taki festiwal urządzają.
Przecież już całe osiedle wie, że oni tutaj są – pomyślał. Kilku
funkcjonariuszu otaczało teren, nie dając zbliżyć się do miejsca zbrodni
gapiom, którzy zebrali się w niewielką grupkę. Mazur rozejrzał się na boki i
dostrzegł, że z kilku okien oraz balkonów bloków, między którymi rozegrała się
tragedia, spozierają ciekawskie twarze mieszkańców osiedla.
- Panie starszy sierżancie! Tutaj!
– Mazura przywołał młody policjant, którego śledczy nie znał. Chłopak był
wyższy o pół głowy. W przeciwieństwie do Mazura miał ciemne włosy i piwne oczy
oraz łagodne rysy twarzy.
- Skąd wiedziałeś, że ja to ja? Nie
mam na sobie żadnych insygniów.
- Prawdę mówiąc, to nie wiedziałem – odparł
zakłopotany funkcjonariusz – pana koledzy powiedzieli, że… no…
- …że zbliża się ten magik Mazur?
„Magik” to było
najłagodniejsze określenie, jakim koledzy z pracy ochrzcili Mazura. Ze względu
na swoje zarówno niekonwencjonalne metody pracy, jak i sposób bycia, cieszy się
opinią człowieka mocno specyficznego, który kontakty z ludźmi ogranicza do
niezbędnego minimum. Nie można jednak nazwać go człowiekiem aspołecznym, gdyż
poproszony o pomoc, zawsze jej udzieli. Był po prostu typem człowieka, który
źle się czuł w towarzystwie osób, w jego mniemaniu, mniej bystrych od niego.
Mazur nic nie
odpowiedział, tylko przeszedł pod taśmą i powoli zbliżył się do ciała ofiary. Sądząc
po rozstawionych numerkach używanych przy zdjęciach, fotograf oraz technicy
zrobili już swoje.
- Witaj Mazur – starszy od Zbyszka
funkcjonariusz, wyłonił się zza jego pleców, wyciągając w geście powitalnym rękę.
Jego silna dłoń przypominała imadło. Niejeden młody człowiek dałby wiele, żeby
w wieku pięćdziesięciu lat być tak silnym i sprawnym, jak nadkomisarz Borowiec.
Niewysoki, krzepki mężczyzna, z siwą, przerzedzoną czupryną, którego oddech
rozsiewał kwaśny zapach tytoniu, spoglądał na martwe ciało ofiary.
- Ofiara to Marcin Świebodziński,
lat czterdzieści dwa. Kilka ciosów nożem prosto w splot, brak śladów walki.
Ciało zostało znalezione przez tutejszego mieszkańca podczas spaceru z psem.
- Rozumiem, że przesłuchujecie
mieszkańców tych dwóch mrowisk? – Mazur wskazał na bloki po obu stronach
miejsca zbrodni.
- Chłopcy już się tym zajęli.
Wezwaliśmy też technika odpowiedzialnego za nagrania z kamer. Za parę godzin
powinniśmy mieć wszystko.
- Przy bramie jest budka stróża,
przesłuchiwaliście go już może?
- Mieliśmy zacząć, ale przyszedłeś.
Gość jest trochę w szoku, w końcu na jego zmianie zabili człowieka.
- Zaraz z nim sam porozmawiam, ale
najpierw przyjrzę się ciału, jeśli pan pozwoli.
- Proszę bardzo – Borowiec wyjął z
kieszeni skręcanego papierosa i wetknął go do ust, po czym podpalił
zapalniczką.
Mazur podszedł do
denata i pochylił się nad nim. Śladów było niewiele, natomiast samo ciało
leżało na brzuchu. Technicy, po wykonaniu swojej pracy ułożyli je tak, jak je
zastali. LEWA RĘKĄ ZNAJDOWAŁA SIĘ POD CIAŁEM NA WYSOKOŚCI MOSTKA. OFIARA, PO
PCHNIĘCIU NOŻEM ODRUCHOWO CHWYCIŁA ZA BOLĄCE MIEJSCE. PIERWSZY WNIOSEK:
LEWORĘCZNY. Prawa leżała zgięta, wierzchem dłoni skierowanym ku górze. PALCE
DELIKATNE, BRAK ŚLADÓW CIĘŻKIEJ PRACY, OBRĄCZKA NA PALCU. WNIOSEK DRUGI:
PRACOWNIK UMYSŁOWY, ŻONATY. Mazur przejechał ręką po plecach i nogach ofiary.
Postura wskazywała na brak większej aktywności ruchowej. Późny powrót do domu
oraz brak zakupów sugerują, że albo wracał z pracy albo od kochanki. Mazur
pochylił się nad ciałem i wciągnął głębiej powietrze. Jego nozdrzy dobiegł
lekko zwietrzały już zapach męskich perfum. Brak domieszki woni perfum
żeńskich. WNIOSEK TRZECI: ZAWÓD Z DUŻĄ LICZBĄ NADGODZIN. PRAWNIK, KSIĘGOWY,
INFORMATYK, MENADŻER ITP.
- Wiadomo czym dokładnie zajmowała
się ofiara? – spytał Mazur.
- Pracował… – Borowiec sięgnął do kieszeni
po swój notes - Statik Soft Korpora?
- Statistic Soft Corporation.
- Tak dokładnie, skąd wiesz? Znasz
go?
- Jego nie, ale znam firmę. Wygrała
przetarg na stworzenie systemu do liczenia głosów w przyszłych wyborach.
- Polityka… tfu!
- Czym się w niej zajmował?
- Był buchalterem, ale więcej nie
powiem, bo się na tym nie znam. Babeczka rzucała słowami, których ja nie byłem
w stanie powtórzyć, a co dopiero zrozumieć czy zapamiętać. W każdym razie młody
– wskazał ruchem twarzy na funkcjonariusza, który powitał Mazura – zajął się
wszystkim. Jest ogarnięty w tych sprawach.
- Rozmawialiście z żoną?
- Jest z nią pani magister?
- Szewczyk?
- Nie inaczej. Swoją drogą niezła z
niej babeczka, szkoda że nie jestem młodszy.
Dorota Szewczyk, jeden
z lepszych psychologów policyjnych w mieście, podobnie jak jej koledzy po fachu
była sprowadzana do rodziny ofiary. To między innymi na jej barkach spoczywał
nieprzyjemny obowiązek, przekazania informacji o tragedii, jak również udzielenia
duchowego wsparcia w najtrudniejszym momencie.
- Mniejsza z tym, dzisiaj i tak na
nic mi się nie przyda.
- Mówisz jakby to był przedmiot –
nadkomisarz wzdrygnął się lekko.
- Chyba nie oczekujesz, że pochylę
się nad nią i zacznę rozczulać. Śmierć bliskiej osoby jest straszna, sam tego
doświadczyłem, ale empatia jest w tym momencie ostatnią rzeczą jakiej
potrzebuję.
Borowiec skrzywił lekko twarz.
Zawsze tak robił, gdy coś go irytowało lub wzbudzało niesmak.
- Słuchaj, wiem że lata pracy w tym
zawodzie i mnie pozbawiły pewnych ludzkich odruchów, ale…
- Ludzkich odruchów? Jakich
mianowicie? Oddychania?
- Do diabła, Mazur! – Borowiec
poczerwieniałe na twarzy – wiesz dobrze o czym mówię! Chodzi o ludzkie życie,
czy ciebie w ogóle to interesuje?!
- Tak, wiem i uważam, że gadasz bez
sensu. Moim zadaniem jest znalezienie mordercy i ustalenie przyczyn zabójstwa.
Wszelkie uczucia są dla mnie balastem, dlatego je odsuwam na bok.
Borowiec miał okazję
już kilka razy pracować z Mazurem. Sam przez lata pracy w policji uodpornił się
na okropieństwa, z którymi człowiek spotyka się w tym zawodzie. Nie mógł jednak
zrozumieć jak człowiek może być aż tak chłodnym i niewzruszonym na ludzkie
cierpienie.
- Czujesz się rozczarowany moją
postawą?
- A jak myślisz?
- Jeśli szukasz bohatera, to idź do
kina.
Borowiec nic nie odpowiedział.
Pokręcił zrezygnowany głową i znów spojrzał na martwe ciało.
- Niech mnie pan zaprowadzi do
stróża, proszę. Muszę mu zadać kilka pytań.
- Jest tam z jednym z naszych –
Borowiec wskazał niewysokiego starszego mężczyznę, który stał około trzydzieści
metrów od miejsca zbrodni, przy placu zabaw. Towarzyszył mu młody policjant,
ten sam który jako pierwszy przywitał Mazura – nazywa się Waldemar Wolski.
Mazur
podziękował kiwnięciem głowy i udał się w kierunku stróża i towarzyszącego mu
policjanta.
- Jest pan wolny – zwrócił się do
młodzieńca, gdy tylko zbliżył się od nich na odległość paru kroków.
- Tak jest, dziękuję – odparł
młodzieniec z uprzejmością charakterystyczną dla początkujących funkcjonariuszy
i oddalił się szybkim krokiem.
- Pan Waldemar Wolski jak rozumiem?
- Tak…
Mazur
przyjrzał się mężczyźnie, który wiekiem podchodził pod wiek emerytalny z
siwiejącą, przerzedzającą się czupryną, lekko przygarbiony. Ubrany był w grubą
kurtkę z taniego materiału, lekko przykrótkiej gdyż z dołu wystawała spod niej
służbowa – jak się Mazurowi wydawało – marynarka. Dłonie trzymał w kieszeniach,
zaś zmęczonym wzrokiem spoglądał w kierunku, gdzie grupka ludzi otaczała martwe
ciało.
- Starszy Sierżant Zbigniew Mazur z
Centralnego Biura Śledczego. Chciałem zadać panu kilka pytań
- To straszne... przecież on
jeszcze wczoraj ze mną rozmawiał, a teraz? I to gdzie? Tutaj na tym osiedlu, a
ja byłem akurat w toalecie.
- Rozmawiał pan z nim wczoraj? Mam
rozumieć, że znał pan ofiarę?
- Tak, znałem. Znaczy, nie jakoś
dobrze, tyle co czasem mówiliśmy sobie dzień
dobry czy dobry wieczór i czasem trochę
pogadaliśmy. Bardzo sympatyczny człowiek.
- Jak by go pan opisał poza tym, że
sympatyczny?
- Bo ja wiem, ogólnie grzeczny i
spokojny facet. Taki wiem pan, ukłoni się każdemu, pogada.
- Rozumiem – Mazur wziął głębszy
oddech i rozejrzał się dookoła, po czym wskazał wzrokiem na jeden z bloków – a
pozostałych mieszkańców pan zna albo chociaż kojarzy?
- Tylko z widzenia i to też nie
wszystkich. Wie pan, człowiek tutaj siedzi sam, od czasu do czasu tylko udaje
się na obchód, a tak to siedzi w tej budce i jedyne co robi to patrzy kto
wchodzi, a kto wychodzi.
- No dobrze, ale nie jest tak, że musi
pan znać ludzi na osiedlu? Przecież powinien pan chyba wiedzieć kto ma prawo
wstępu, a kto nie?
- A po co? – mężczyzna wzruszył
ramionami – ten kto mieszka na osiedlu ma klucz do furtki albo pilota do bramy,
a jak ktoś chce wejść spoza osiedla to dzwoni domofonem do znajomych. Ja mam
jedynie zatrzymywać tych, co to pod szlabanem chcieli by przejść.
- Jest w tym jakaś logika – odparł
Mazur bardziej do siebie niż do rozmówcy, po czym dodał głośniej – skoro pan
nie zna ludzi, to nie wie pan, jakie relacje łączyły ofiarę z mieszkańcami
osiedla. Nie wie pan czy miał tu jakichś wrogów albo chociaż wszedł z kimś w
zatarg?
- Paaanie – stróż machnął ręką –
jaki zatarg? Pan Marcin i kłótnia? Całe życie pracowałem z ludźmi. A to jako
goniec, potem jako portier w hotelu, później byłem brygadzistą na budowie. Pan
rozumie, cały czas z ludźmi. Pracowałem z różnymi to się na nich znam, wiem co
i jak. Pan Marcin to taki, który kłótni unika jak ognia. On nie lubi zatargów.
Gdyby mi ktoś teraz powiedział, że on się z kimś pokłócił, z tego miejsca bym
go wyśmiał.
- W porządku, dziękuję panu bardzo.
To na razie wszystko, ale gdyby się coś panu przypomniało, to proszę się
skontaktować z nadkomisarzem Borowcem albo ze mną – mówiąc to, dał mężczyźnie
swoją wizytówkę.
- Dobrze. Mam nadzieję, że
złapiecie tego bandziora.
Mazur
przywołał młodego policjanta, który stał niedaleko i poprosił, aby odprowadził
portiera na jego stanowisko. To co prawda kilka metrów, ale Mazur uznał, że
mężczyzna, gdy tylko szok minie, może zacząć obwiniać się o to, że nie było go
na posterunku. Dobrze by było, gdyby miał kogoś przy sobie, a przy okazji może
mu się coś jeszcze przypomni. Następnie wrócił z powrotem do Borowca, który stał
oparty o radiowóz.
- Karetka powinna być już dawno.
- Jak tylko lekarze stwierdzą zgon
i zabiorą ciało, wracajcie do domu. Tutaj już nic nie zdziałamy.
- A co z zabezpieczeniem miejsca
zbrodni?
- To co technicy mieli znaleźć, już
znaleźli. Jeśli spodziewacie się znaleźć odciski butów, możecie zapomnieć.
Pomijając fakt, że na asfalcie ich nie znajdziecie, trawa na osiedlu jest na
tyle gęsta, a gleba na tyle stwardniała od zimna, że szkoda waszej energii.
Jeśli nie zostawił nic ciężkiego, czego nie porwałby wiatr, również nie ma
sensu przeczesywać terenu.
- Może jednak coś zostawił. Rabusie
często działają w pośpiechu i pod wpływem impulsu.
- Tak, ale moim zdaniem to nie był
napad na tle rabunkowym, a planowane morderstwo.
*
Mazur
zamiast do domu, udał się na krótki spacer po osiedlu. Było to jedno z tych
nowych, ogrodzonych osiedli, na które składało się sześć bloków, parkingi
naziemnie oraz te usytuowane pod budynkami, jak również plac zabaw. Całe było
otoczone dwumetrowym, drucianym płotem. Na teren osiedla prowadziły dwa
wejścia. Jedno główne, na które składała się brama oraz furtka. To tam
urzędował portier. Drugie wyjście znajdowało się po drugiej stronie osiedla i
stanowiło jedynie furtkę, wychodzącą na działki. Łatwo dostrzegł kamery, które
przez całą dobę monitorowały osiedle. Jedna była umieszczona na bloku
sąsiadującym z blokiem ofiary. Kolejne dwie usytuowane były przy wejściach na
teren zamieszkania. Jeszcze inne penetrowały wnętrze osiedla.
Po tych oględzinach
pojechał na komisariat, gdzie na biurku znajdował się raport sporządzony przez
techników kryminalistyki z załączonymi doń zdjęciami z miejsca zbrodni. Mazur
przejrzał je bardzo uważnie, jednak nie dostrzegł niczego szczególnego, co
przykułoby jego uwagę. Usiadł na krześle i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w
czarny ekran monitora. Czekał na nagrania z osiedlowych kamer, które
ostatecznie potwierdziłyby jego hipotezę.
- Mogę cię o coś spytać?
Z zadumy wyrwał głos Borowca, który
dopiero teraz przyjechał na komisariat. Mazur nie odrywał wzroku od czarnej
pustki ekranu, a także nie odezwał się słowem.
- Jak mianowicie wpadłeś na to, że
morderstwo jest zaplanowane? – Borowiec nie dawał za wygraną.
Mazur wziął głębszy oddech i
spojrzał na starszego funkcjonariusza.
- Domyślam się, że napady na
osiedlu strzeżonym, to raczej nietypowy proceder, bo po co ryzykować wpadki dla
kilkunastu złotych, choć mimo wszystko jest to prawdopodobne. Jednak skąd u
Ciebie taka pewność?
- To dość proste – odparł w końcu starszy
sierżant i pochylił się lekko do przodu, opierając łokcie o blat i splatając
palce dłoni – po pierwsze, jak sam zauważyłeś nie byłoby do końca mądre wkradać
się na osiedle, na którym są kamery i zabijać człowieka, ale od początku.
Zabójstwa mógł dokonać ktoś z zewnątrz lub wewnątrz. Tą drugą opcję można
wykluczyć, bo jak ciężkim idiotą trzeba by być, żeby zaszlachtować kogoś na
swoim osiedlu. Średnio ogarnięty orangutan domyśliłby się, że wypadałoby
chociaż wybrać takie miejsce, które posiada martwe punkty.
- Miejsca, gdzie oko kamer nie
sięga.
- Dokładnie. Odsunąłem zatem na bok
tą hipotezę jako najmniej prawdopodobną.
- Zatem to ktoś z zewnątrz.
- Zgadza się. Tyle, że w takim
wypadku trzeba się jakoś dostać na osiedle. Można przeskoczyć przez ogrodzenie.
Widziałeś je. Dla młodego i w miarę sprawnego człowieka to żadna przeszkoda.
- Zostają jednak kamery.
Mazur pokiwał twierdząco głową.
- Portier ma wgląd w swojej
kanciapie na obraz z kamer, dzięki temu widzi co się dzieje na osiedlu. Można
oczywiście zaryzykować, że odźwierny w tym wypadku zamiast na monitoring,
spogląda na telewizor, gdzie dzieją się ciekawsze rzeczy, ale po co ryzykować?
- Stoi zatem przy bramie i czeka na
odpowiedni moment, który jest obchód recepcjonisty?
- Zgadza się. Najtrudniej jest
dostać się na osiedle. Potem już jest z górki. Skoro nie robi nic
niepokojącego, to dlaczego nasz stróż miałby się do niego fatygować?
- Logiczne. A obraz z kamer ma
potwierdzić twoje przypuszczenia, jak rozumiem.
- Potrzebuję obrazu z dwóch kamer.
Pierwsza pokazująca ujęcie z głównej bramy, a drugi z miejsca zbrodni.
- Tą drugą to rozumiem. Sami na nią
czekamy, ale ta pierwsza?
- Zauważ, że budka stróża
umieszczona jest w rogu osiedla. Aby mieć idealny wgląd na nią i na to gdzie
portier się udaje, trzeba stać na wprost bramy. Rozmawiałem z panem Waldkiem i
pokazał mi swoje miejsce pracy. Kamera z tego miejsca, jest tak usytuowana, że
ogarnia swoim zasięgiem nie tylko bramę, ale kilka metrów za bramą do
kontenerów ze śmieciami, które należą do właściciela magazynów znajdujących się
na wprost. Obraz jest na tyle wyraźny, że można dostrzec, czy ktoś tam stoi.
Borowiec pokiwał głową.
- Załóżmy, że ktoś tam czekał.
Portier go nie zauważył?
- Też się nad tym zastanawiałem. W
końcu przyszła mi jedna myśl do głowy. Jak już wspomniałem, kilka metrów od
bramy znajdują się kontenery na śmieci. Czy uważasz, że bezdomny, grzebiący w
śmieciach lub siedzący tam i pilnujący tego miejsca, będzie wzbudzał czyjeś
podejrzenia?
- Nie…ale…bezdomny? Chcesz
powiedzieć, że nasz zabójca…
- Nie wiem, czekam na materiał
wideo, ale idę o zakład, że nasz zabójca w stroju bezdomnego czekał, aż portier
uda się na obchód, wszedł na osiedle i następnie upewniwszy się, że nie natknie
się na naszego Waldka, wyczekiwał spokojnie swojej ofiary.
- Magik!
Borowiec i Mazur
spojrzeli w kierunku skąd doszedł głos. Do biurka Zbyszka zbliżał się
energicznym krokiem starszy posterunkowy Seweryn Milewicz. Wysoki, jasnowłosy
mężczyzna, dość mocno zbudowany był prawdziwą duszą towarzystwa. Zawsze
roześmiany, sypiący anegdotami, dla co poniektórych był mocno irytujący swoim
sposobem bycia. Jeden z tych, co to mają wygórowane mniemanie o sobie, a
niewiele robią by to potwierdzić, bo są tak wspaniali, że im się wszystko
należy.
- Znowu stosujesz te swoje
sztuczki? – ironiczny uśmiech prawie nigdy nie schodził policjantowi z twarzy.
Wyjątkiem była sytuacja, w której ktoś -
w jego mniemaniu - ośmielił się go skrytykować.
- To nie sztuczki, a zwykła
obserwacja i logika – odparł spokojnie Mazur, po czym zwrócił się z powrotem do
Borowca, starając się zbyć niechcianego rozmówcę obojętnym tonem – jak już
mówiłem…
Starszy posterunkowy Seweryn
parsknął śmiechem, zwracając tym samym na siebie uwagę jeszcze dwóch innych
policjantów, którzy akurat znajdowali się na komisariacie.
- Mógłbyś się łaskawie przymknąć? –
odparł spokojnie Mazur, gdy śmiech jego prześmiewcy nieco zelżał – zaniżasz IQ całego
komisariatu, a ludzie tu pracują.
Seweryn w jednej chwili
spochmurniał. Wbił pełen nienawiści wzrok w Mazura.
- Jeśli skończyłeś bądź łaskaw
oddalić się. Stężenie idiotów na metr kwadratowy przekracza dopuszczalną dawkę.
- Zamknij się posrańcu! – Seweryn
pałał w tym momencie prawdziwą nienawiścią do Mazura. Prawdopodobnie tylko
obecność Borowca powstrzymała go przed rzuceniem się na tego, który przed
chwilą z niego zakpił.
- Posterunkowy Milewicz! – Starszy
policjant postanowił interweniować – dosyć tego! Wracać do swoich obowiązków!
- Ale…
- Natychmiast!
Seweryn nic nie odparł, tylko
odwrócił się napięcie i oddalił się energicznym krokiem, sypiąc po drodze
kilkoma przekleństwami.
- Przypomnij mi, dlaczego
zatrudniamy takich idiotów? Inteligencja to dziś towar deficytowy?
- Mazur do cholery!
- Po prostu uważam, że niektórzy
ludzie zajmują zbyt wysokie stanowisko co do ich kompetencji. Gdzie te czasy,
kiedy przyjmowaliśmy do pracy ludzi naprawdę kompetentnych, a nie z łapanki?
- Cholera jasna! Czy możesz się
zamknąć i skupić na sprawie?!
- Przemyślę temat.
Borowiec nic nie
odpowiedział, tylko w gniewie machnął ręką. Miał już odejść, gdy podszedł do
nich mężczyzna, jak się okazało jeden z techników, który zebrał materiał nagrań
z osiedlowych kamer.
*
Nagranie
tylko potwierdziło teorię Mazura. Widać było dokładnie, jak ktoś czeka przed
bramą, aż dozorca uda się na obchód. Nieznajomy wślizguje się i czeka na
parkingu przed domem ofiary, skryty w cieniu.
- Morderstwo z premedytacją – rzekł
spokojnie Mazur – teraz pozostaje tylko znaleźć motyw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz