„Zabójstwo na
jednym z łódzkich osiedli. Ofiarą jest czterdziestoletni mężczyzna, księgowy
jednej z firm informatycznych. Zabójstwo zostało dokonane wczorajszego dnia na
strzeżonym Osiedlu Majowym. Policja podejrzewa, że morderstwo miało charakter
rabunkowy. Czy nawet wysokie ogrodzenia okalające bloki mieszkalne oraz
strażnicy przy bramach, nie są wstanie dać poczucia bezpieczeństwa? Więcej na
ten temat na stronie 4.”
„Do makabrycznego
wydarzenia doszło 14 listopada. Mężczyzna w średnim wieku został pchnięty nożem
tuż pod swoim blokiem. Na uwagę zasługuje fakt, że miało to miejsce na osiedlu
strzeżonym. Policja wciąż bada sprawę, jednak wszystko wskazuje na to, ze
motywem przewodnim był rabunek.”
„Nikt już nie może
czuć się bezpiecznym. Na ogrodzonych wysokim płotem, ze strażnikami, z
zamykanymi bramami, monitoringiem, mieszkańców Osiedla Majowego padł blady
strach. 14 listopada ktoś dopuścił się bestialskiego morderstwa w – zdawałoby się
– bezpiecznym miejscu, za jakie do tej pory uchodziło wspomniane osiedle.
Więcej na stronie 2.”
*
Następnego
dnia Mazur udał się do żony ofiary w towarzystwie Doroty Szewczyk. Komendant
uznał, że obecność pani psycholog może znacznie złagodzić żonie ofiary
zderzenie z brutalną rzeczywistością jaką był funkcjonariusz CBŚ. „Chodząca
logika”, bo tak też nazywano starszego sierżanta, nie zdawał sobie sprawy lub
ignorował uczucia innych osób, przez co podczas przesłuchań wydawał się oschły
i pozbawiony empatii.
Pokonywali
kolejne odcinki ulicy Przybyszewskiego od strony centrum, co przy panujących
korkach ulicznych nie było rzeczą łatwo, zbliżając się powoli do skrzyżowania z
ulicą Śmigłego-Rydza. Pogoda, ani trochę nie poprawiła się od czasu minionej
nocy. Na dodatek zaczął padać deszcz, potęgujący tylko ogólną szarzyznę, która
ogarniała tego dnia miasto.
-
Jest w szoku - kobieta przekręciła się lekko na fotelu w stronę bocznej szyby.
Jej ciemno-rude włosy związane w kitę opadły na prawy bark. Zielone oczy
kobiety wpatrywały się w nieistniejący punkt obok auta, który razem z nimi
przemierzał drogę do domu ofiary.
-
Domyślam się.
-
Poważnie mówię. Staraj się być delikatny.
-
Powiedz lepiej, czy się czegoś dowiedziałaś.
-
Mazur! – Szewczyk energicznie odwróciła głowę w kierunku policjanta - przecież
ja nie prowadzę śledztwa.
-
Wiem, a szkoda. Macie podobno takie dobre podejście do ludzi. Wiecie o ile łatwiej
byłoby wam cokolwiek wyciągnąć od takiej osoby?
Kobieta
miała już coś odpowiedzieć, gdy nagle mężczyzna skręcił w jedną z bocznych uliczek
i po chwili dojechali do osiedlowej bramy. Nie zdążyli się nawet zatrzymać, a
szlaban był już podniesiony. Najwidoczniej stróż został poinformowany o
przyjeździe policji.
Samochód
pokonał kilka zakrętów i po chwili stanął zaparkowany pod blokiem gdzie dokonano
zabójstwa. Mazur przyjrzał się uważniej temu miejscu, tym razem w świetle porannego
słońca. Bordowa plama, pomimo powoli zmywających ją kropel deszczu aż kłuła w
oczy, a policyjne taśmy powiewały lekko na wietrze. Oboje opuścili pojazd i
udali się do mieszkania ofiary.
*
Mieszkanie
małżeństwa Świebodzińskich składało się z dwóch pokoi oraz łazienki i
przedpokoju. Jeden stanowił sypialnię, drugi salon z aneksem kuchennym. Całość,
elegancko umeblowana, pozwalała sądzić, że jeszcze do wczoraj mieszkańcom tego
przybytku wiodło się bardzo dobrze.
Żona
ofiary, atrakcyjna, czterdziestoletnia kobieta o blond włosach i niebieskich
oczach, jak się okazało nie była sama. W salonie znajdował się młodszy od niej
przynajmniej o dziesięć lat mężczyzna. Wysportowana sylwetka, bujnych ciemne
włosach i kontrastujących niebieskich oczach. Dorota i Zbyszek popatrzyli na
siebie porozumiewawczo, gdy tylko kobieta przedstawiła Roberta Pakułę, jako
przyjaciela.
Mazur
podszedł do kobiety i przywitał się z nią uściskiem dłoni. MOCNY UŚCISK PRAWEJ
DŁONI, ODCISKI NA PALCACH. Policjant uniósł rękę kobiety i przykrył ją lewą dłonią,
siląc się przy tym na współczujący wyraz twarzy.
-
Bardzo mi przykro, z powodu tego co się stało.
Kobieta
nic nie odparła tylko rozpłakała się, przez co powieki napuchły jej jeszcze
bardziej od łez, które dodatkowo zaczerwieniły jej niebieskie oczy.
Nieświadomie uniosła lewą rękę i przyłożyła do dłoni policjanta, które splotły
się wokół jej palców u prawej dłoni. Mazur czuł delikatną skórę kobiety. LEWA DŁOŃ
ZDECYDOWANIE GŁADSZA, BRAK ODCISKÓW. WNIOSEK: PRAWA RĘKĄ CZĘSTO WYKORZYSTYWANA,
JEDNAK NIE DO PRACY. ODCISKI CHARAKTERYSTYCZNE DLA GRACZY TENISA.
-
Obiecuję, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby odnaleźć zabójcę.
Po
tych słowach mężczyzna cofnął ręce i zwrócił się do Roberta Pakuły.
-
Starszy Sierżant Zbigniew Mazur, wydział zabójstw. Pan jak rozumiem, jest przyjacielem?
– policjant celowo przeciągnął ostatnią zgłoskę, chcąc sprawdzić reakcję mężczyzny.
-
Tak… zgadza się – głos Roberta brzmiał niczym głos wokalisty grupy metalowej
Rammstein - niski i gruby. Jak to kiedyś powiedziała Szewczyk - prawdziwie
męski głos, którego mogłaby słuchać przez cały czas.
Mężczyźni
podali sobie dłonie. SILNY UŚCISK, ZGRUBENIA NA PALCACH, TAKIE SAME JAK U
KOBIETY. WNIOSEK: TENISISTA, MOŻE POZNALI SIĘ NA KORCIE.
-
Pani Małgorzato – Mazur w końcu przeszedł do sprawy – jeśli to nie problem,
chciałbym abyśmy porozmawiali na osobności.
Kobieta
zadrżała, a Robert spojrzał podejrzliwie na policjanta. Dorota stała obok i
przyglądała się rozwojowi wydarzeń. Znała wnioski do jakich Zbyszek wczoraj
doszedł i chciał się nimi podzielić z żoną ofiary. Doskonale wiedziała, że nie
ma co liczyć na dyskrecję kobiety i że na pewno podzieli się tym co usłyszała
od policji, ze swoim przyjacielem. Chodziło jednak o zbudowanie więzi z
policją, a gdy w pomieszczeniu nie ma nikogo innego, jedynym oparciem jest
właśnie przesłuchujący policjant. Dorota modliła się w duchu, żeby Mazur tylko
nie przesadził i nie naciskał za bardzo kobiety, której stan pani psycholog
sklasyfikowała jako mocno niestabilny.
Małgorzata
Świebodzińska niechętnie udała się za policjantem do drugiego, mniejszego
pokoju, który stanowił sypialnię. Mazur zamknął drzwi, natomiast kobieta
usiadła na niepościelonym łóżku. Ręce jej drżały. Gdyby mogła, wylałaby kolejną
falę łez, jednak mocno już nadwyrężony organizm najwidoczniej nie nadążał z ich
produkcją.
-
Pani Małgorzato – zaczął spokojnie policjant – czy mogę liczyć na pani
dyskrecję?
Kobieta
popatrzyła pytająco na Mazura, który wpatrywał się w nią badawczo. Widząc, że
pytanie oczekuję odpowiedzi z jej strony, lekko kiwnęła głową.
-
Będę z panią szczery, jednak nalegam, aby to co pani usłyszy, nie opuściło ścian
tego pokoju – zrobił krótką pauzę, obserwując jednocześnie reakcję kobiety,
która kiwnęła lekko głową - podejrzewamy, że pani mąż nie był przypadkową
ofiarą, a było to planowanie działanie.
Oczy
kobiety rozszerzyły się. W pierwszej chwili nie była pewna tego co słyszy,
dlatego policjant dał jej czas na oswojenie się z tą informacją.
-
Niestety, ale wiele na to wskazuje. Dlatego też chciałem porozmawiać z panią na
osobności – w tym momencie uszu Mazura doszły przyciszone odgłosy rozmowy. To
Dorota postanowiła zająć jakoś nieoczekiwanego gościa. Tym lepiej. Dzięki temu
Mazur będzie mógł w spokoju porozmawiać z żoną ofiary, a głos znajomych ludzi
zdecydowanie bardziej uspokaja niż cisza zalegająca mieszkanie.
-
Chciałem w związku z tym spytać, czy mieli państwo jakichś wrogów? Ktoś był wam
nieprzychylny?
Kobieta
mniej już drżąc pokręciła głową.
-
Jest pani pewna?
Kobieta
przytaknęła.
-
Żadnych listów, telefonów, mąż nic nie wspominał?
-
Nie. W ogóle… - kobieta z trudem łapała oddech – nie rozumiem, jak… ktoś mógł
zrobić krzywdę Marcinowi… Boże…był takim dobrym człowiekiem.
Małgorzata
schowała twarz w dłoniach, a na jej ciałem wstrząsnął silny dreszcz. Mazur
podszedł do kobiety i usiadł obok niej. Przez dłuższą chwilę się nie odzywał,
dając jej czas na uspokojenie myśli.
-
Przepraszam… ja…
-
Nic się nie stało. Muszę niestety zadać te pytania. Chcemy po prostu dopaść
tego, który… to zrobił i wszelkie wskazówki mogą być pomocne.
-
Rozumiem, ale naprawdę nie wiem, kto mógłby to zrobić. Marcin nie miał wrogów.
On nigdy nie był kłótliwy. Czy to w pracy czy w głupim sklepie. Zawsze ugodowy.
Czasem się o to sprzeczaliśmy, a właściwie to ja krzyczałam na niego, że jest
mało męski, że się nie umie postawić. A on tylko siedział i słuchał. Ani razu
nie podniósł głosu, a przecież ja potrzebowałam mężczyzny! Boże! A teraz go nie
ma!
Kobiecie
znów zaszkliły się oczy. Mazur przez moment zastanawiał się czy odpuścić,
jednak jego analityczna natura wymagająca dowodów dla swoich teorii zawsze
górowała nad tą empatyczną cząstką, którą jeszcze w sobie miał.
-
Dlatego spotykała się pani z Robertem?
Małgorzata
popatrzyła na policjanta. Jej wzrok wyrażał mieszaninę strachu i zaskoczenia.
-
Gra pani w tenisa. Tam też się poznaliście. Był, jak to pani mówi, męski. Miał
to, czego pani szukała.
Mężczyzna
wstał i podszedł powoli do okna. Oparł ręce o parapet i wyglądał przez szybę.
Jakiż to kontrast panował na zewnątrz. Z okna widać było, wysokie na dwa metry,
metalowe ogrodzenie. Po jednej jego stronie stały nowe, malowane na biało
bloki. Równo przystrzyżone trawniki, równe chodniki z kostki, pozbawione dziur
uliczki ułożone między blokami. Wszystko to stanowiło idealny obraz
nowoczesnego osiedla, na którym klasa średnia odgradza się niemal hermetycznie
od reszty społeczeństwa. Po drugiej stronie rozciągał się obraz starego
PRL-owskiego osiedla. Stare, różnokolorowe bloki, równie stare chodniki z
popękanymi płytkami. Ulice połatane niczym pocerowane spodnie. Siła
przyzwyczajenia robiła jednak swoje i trzymała Mazura po drugiej stronie. Tej bardziej
otwartej, mnie bezpiecznej, bardziej kolorowej. Tam gdzie nie czuł się
więźniem, tak jak czułby się tutaj.
-
Proszę mnie źle nie zrozumieć – policjant odwrócił się do kobiety po dłuższej
chwili – nie oceniam pani i szczerze powiedziawszy, nie interesuje mnie pani
postępowanie oraz motywy. Ale ktoś z premedytacją zabił pani męża i wszystko,
absolutnie wszystko może mieć znaczenie. Dlatego proszę mi powiedzieć, czy to
co powiedziałem jest prawdą?
Zapanowała
długa cisza. Kobieta spuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę. Ręce oparła na
kolanach i nerwowo ściskała pięści.
-
To prawda – odpowiedziała i znów schowała twarz w dłonie – Boże! To miało być
chwilowe…
-
Długo to trwało?
-
Pół roku.
-
Czy Robert i pani mąż poznali się?
-
Nie. Raz tylko Robert widział mojego męża, gdy ten przyjechał po mnie, jak
kończyłam trening. Przyrzekam, że chciałam to zakończyć. Miałam się już z nim
nigdy nie spotkać. Nawet sprzedałam rakietę do tenisa parę dni temu. Ale… gdy
tylko usłyszałam o Marcinie… tak bardzo nie chciałam być sama.
-
Rozmawiała pani o tym z Robertem? Mam na myśli rozstanie.
-
Powiedziałam, że to nie ma sensu, że nie odejdę od męża. To było wspaniałe pół
roku, jednak nie mogłabym. To była przygoda, głupota, której teraz… żałuję…
-
Co Robert na to?
-
Nic nie powiedział, ale… Boże co ja narobiłam!
-
Stało się coś?
-
Robert… mam wrażenie, że on się zakochał, że zaangażował się w ten związek
bardziej niż ja. Wtedy, gdy mu powiedziałam, wyglądał na przybitego…och!
Przez
ciało kobiety przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
-
Czy wtedy, gdy pani… przyjaciel zobaczył pani męża, powiedział coś? Skomentował?
-
Nie, chyba nie… zaraz… dlaczego pan pyta? – kobieta podniosła wzrok na
policjanta.
-
Zwykła ciekawość.
-
Chyba nie podejrzewa pan Roberta!
-
Proszę się uspokoić. Nic takiego nie powiedziałem. Taki mam zawód, że muszę
zadać jak najwięcej pytań, choćby nieważne jak błahe.
Mazur
przeklął się w myślach. Obawiał się, że kobieta opowie Robertowi, o czym tutaj
rozmawiali.
-
Nie wszystkie pytania mają związek ze sprawą. Niektóre mają na celu
rozluźnienie ofiary inne mają na celu całkowitego nakierowanie uwagi pytanego
na sprawę. Wypytujemy wówczas o drobne szczegóły. To stymuluje mózg do wysiłku
i sprawia, że osoba taka łatwiej przypomina sobie pewne rzeczy, które z
początku wydają się jej nieistotne.
Kobieta
słuchała z uwagą i jakby się uspokajała. Mazur nieznacznie odetchnął z ulgą,
mając nadzieję, że gdy emocje opadły, kobieta wyprze z pamięci ostatnie
pytanie. Mimo to dalej był zły na siebie za swą lekkomyślność. Każdy normalny
człowiek, słysząc takie pytanie, zareagowałby w ten sposób. Może Dorota miała
rację. Miał najlepszy analityczny umysł na wydziale zabójstw, jednak czasami
sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie miał pojęcia o naturze ludzkiej, jeśli nie
dotyczy to zachowania mordercy lub psychopaty.
-
Na dziś wystarczy.
Mazur
wyjął z wewnętrznej kieszeni notes oraz długopis i zapisał coś na jednej ze
stron, po czym wydarł ją z bloczku i podał kobiecie.
-
To jest mój numer. Gdyby sobie pani coś przypomniała, proszę dzwonić lub pisać.
Chciałbym także prosić, aby nie podawała pani nikomu tego numeru.
Nacisk
na słowo „nikomu” było na tyle mocne, że kobieta od razu zrozumiała, że
policjant ma na myśli w szczególności Roberta. Bez słowa skinęła głową i wzięła
kartkę od mężczyzny, którą natychmiast schowała do górnej szuflady biurka,
które stało w rogu.
-
Dobrze, w takim razie może dołączymy do naszych przyjaciół? Chyba, że chciałaby
pani o czymś jeszcze porozmawiać.
-
Nie – odpowiedziała spokojnie kobieta – dziękuję, ale na dziś chciałabym już
mieć spokój.
-
Rozumiem.
Oboje
opuścili pokój i udali się do salonu, gdzie Dorota i Robert zajęci do tej pory
rozmową, na widok wchodzącej dwójki, wstali z kanapy. Młody mężczyzna podszedł
do Małgorzaty i czule chwycił jej dłoń.
-
Jak się czujesz? – głos jego drżał. On sam sprawiał wrażenie zatroskanego.
-
Wszystko dobrze… Po prostu, to dla mnie za dużo.
-
Zostawimy państwa teraz samych – Szewczyk poczuła, że to najlepsza pora, aby
zakończyć to spotkanie – dziękujemy, że poświęciła nam pani swój czas. To dla
nas bardzo ważne. Gdyby potrzebowała pani wsparcia, czy chociaż rozmowy – pani
psycholog wyjęła z kieszeni marynarki wizytówkę i podała ją kobiecie – proszę
się ze mną skontaktować.
-
Dziękuję.
-
Przepraszam – Mazur nagle zwrócił się do Roberta – czy mógłbym na chwilkę skorzystać
z pańskiego telefonu?
Cała
trójka popatrzyła zdziwiona na policjanta.
-
Mazur… - Dorota szturchnęła mężczyznę w bok, ten jednak sprawiał wrażenie, że
nie czuł tego.
-
Mój przełożony prosił o kontakt, a niestety padła bateria w moim telefonie. To
nie zajmie długo.
-
Naprawdę musisz teraz? Nie możesz zaczekać aż… - pani psycholog, czuła jak
narasta w niej irytacja, jednak nie skończyła swojej reprymendy, gdyż Robert
podawał właśnie swój telefon Przemkowi.
-
Nic się nie stało pani Doroto, może to być coś pilnego – zwrócił się do kobiety,
po czym odwrócił wzrok na policjanta – bardzo proszę.
-
Dziękuję bardzo.
Zbyszek
wziął telefon i udał się do drugiego pokoju, skąd po chwili dobiegły odgłosy
rozmowy.
*
Kilka
minut później Mazur i Szewczyk siedzieli już w samochodzie i wyjeżdżali właśnie
z osiedla. Przez cały ten czas nie odzywali się do siebie. Dopiero gdy samochód
przejechał przez bramę, kobieta postanowiła dać upust swojej irytacji.
-
Możesz mi łaskawie powiedzieć, co to miało być? – zgromiła Mazura wzrokiem,
który najwidoczniej nic sobie z tego nie robił.
-
O co ci chodzi?
-
To, że zachowałeś się jak idiota z tym telefonem! O to mi chodzi! Ja nie wiem!
Kobieta tam odchodzi od zmysłów, ewidentnie chce zostać sam na sam ze swoim…
przyjacielem…
-
Kochankiem…
-
Cholera jasna! Kochanek, przyjaciel, to nie ma teraz znaczenia!
-
Dla mnie ma.
-
Słuchaj, ja rozumiem, że młody gość, który pociesza kobietę, starszą od siebie
po śmierci męża, i który nie jest jej synem to trochę nietypowe. I bez ciebie
domyślam się, że coś ich łączy, bo naprawdę nie potrzeba tutaj Freuda…
-
Powiedziała mi to.
Kobieta poczerwieniała w jednej chwili,
a oczy się rozszerzyły. Zaraz się zacznie
kabaret – pomyślał Mazur.
-
Wypytywałeś ja?! W takiej chwili?! Ciało jej męża jeszcze nie ostygło, kobieta
ma na pewno wyrzuty sumienia, a ty najzwyczajniej w świecie wypytujesz ją o
kochanków?! Naprawdę jesteś kretyn! Ja nie wiem, jak można być tak pozbawionym
empatii! Twoja inteligencja emocjonalna jest na poziomie ameby! Wiesz ile czasu
zajęło mi, aby doprowadzić tą kobietę do jako takiej równowagi psychicznej?!
Jej stabilność można przyrównać do dwunożnego krzesła!
-
Nie interesuje mnie twoje zdanie.
-
A powinno do jasnej cholery! – kobieta odwróciła się na tyle, na ile pozwalały
jej na to pasy bezpieczeństwa – jeśli stwierdzę, że twoje zachowanie względem
rodziny ofiary jest nieodpowiednie i naraża na szwank jej stan psychiczny, to
pożegnasz się ze sprawą.
-
Wiem.
-
No i!? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! – Kobieta nawet nie starała się
ukrywać złości. Mazur był chyba jedynym człowiekiem, który swoim zachowaniem,
potrafił ją zdenerwować.
W
jednym momencie Mazur odbił w prawo i zjechał na stację benzynową. Zaparkował
tuż przy wejściu i wyłączył silnik. Zdezorientowana kobieta na chwilę zapomniała
o kłótni spojrzała zdziwiona na policjanta.
-
Co ty robisz? Po co się tu zatrzymałeś?
-
Potrzebuję kofeiny, a ty ochłoń przez ten czas w aucie. Chcesz coś?
Nim
kobieta zdążyła odpowiedzieć, Zbyszek opuścił auto i zamknął za sobą drzwi. Po
niecałych pięciu minutach wrócił z powrotem niosąc w ręku czteropak Red Bulla,
który rzucił na tylne siedzenie. Dorota popatrzyła na to z obrzydzeniem,
malującym się na jej twarzy.
-
Mógłbyś przestać pić ten syf.
-
Wiele rzeczy bym mógł, ale jest mi to potrzebne.
-
Dostaniesz raka trzustki.
-
Ty palisz, więc zdechniesz na jakiś płucny syf.
Kobieta
nic nie odparła tylko westchnęła ciężko.
-
Dobrze, a teraz wróćmy do naszej rozmowy. Nie zostawię tak tego. Możesz mi
teraz wytłumaczyć swoje zachowanie? Nie mogłeś mnie o ten telefon poprosić?
-
Mogłem, ale potrzebowałem listy jego połączeń. A twoja na niewiele by mi się
zdała
-
Do czego ci ona?
-
Przejrzałem dzisiaj rano jeszcze raz film z nagrania z osiedlowych kamer.
-
I co w związku z tym?
-
Na nagraniu samego zabójstwa nie ma nic ciekawego. Jest natomiast na nagraniu
sprzed bramy.
-
Tam gdzie kamera zarejestrowała tego, nazwijmy to umownie, bezdomnego?
-
Ten, jak go nazwałaś, umowny bezdomny zrobił ciekawą rzecz, którą za pierwszy
razem przeoczyłem.
-
Jaką mianowicie?
-
Oglądałaś film?
-
Tak. Wczoraj, gdy wróciłam od Świebodzińskiej.
-
I co na nim zobaczyłaś?
-
Mazur proszę cię – kobieta pokręciła głową w geście irytacji – naprawdę nie
możesz powiedzieć?
-
Odpowiedz.
-
Na nagraniu było pokazane, jak nasz bezdomny stał przy kontenerze, po czym
wszedł przez bramę.
-
Może i masz wiedzę na temat ludzkiej natury, ale nie dostrzegasz rzeczy oczywistych,
nawet wtedy gdy masz je tuż przed oczami. Nie zdziwiło cię na przykład to, że
nasz bezdomny rozmawiał przez telefon?
Dorota
spojrzała na Mazura, szeroko rozwartymi oczami.
-
Nie widać może tego dokładnie, bo wyjął go tylko na chwilę, po czym schował do
kieszeni. Do tej samej kieszeni sięgnął potem tuż przed wejściem na osiedle.
Prawdopodobnie, aby zakończyć połączenie, a przez cały ten czas używał zestawy
głośno-mówiącego albo słuchawki bluetooth. Dziwnym trafem nasz Robert dzwonił
wczoraj o tej samej godzinie do żony ofiary.
-
Jesteś pewien? – kobieta sprawiała wrażenie ożywionej.
-
Pewny nie. Może to po prostu przypadek. Różnica między połączeniem w jego
telefonie, a zegarem na kamerze wynosi trzy minuty. Długość połączenia się
zgadza, wynosi prawie 20 minut. A propos, mogę pożyczyć telefon?
-
Po co ci?
-
Chcę coś ustalić, zaraz ci wszystko wyjaśnię.
Kobieta
bez słowa podała swój telefon Przemkowi. Mężczyzna szybko wybrał na nim jakiś
numer i przyłożył go do ucha. Jednocześnie wydobył z kieszeni swój telefon i
włączył wyświetlacz, na którym Dorota dostrzegła uruchomiony stoper. Nie
zdążyła jednak spytać o nic, gdyż w tym momencie Mazur zaczął z kimś rozmawiać.
-
Witam serdecznie Przemysław Mazur z tej strony. Rozmawialiśmy dzisiaj rano. Czy
mógłbym prosić o czas na kamerach?... Tak zgadza się, z dokładnością co do
sekundy… super, dziękuję bardzo za pomoc…pozdrawiam… Dziękuję i oczywiście
wzajemnie.
Mazur
zatrzymał stoper na swoim telefonie.
-
Na kamerach jest godzina 10:17:47.
-
Gdzie dzwoniłeś?
Przez
chwilę mężczyzna nie odzywał się tylko zapisywał jakieś liczby w notatniku,
który następnie pokazał Dorocie.
10:02:00
(+10)
0:18:33
10:17:47
-
Co to za liczby?
-
Pierwsza z nich to godzina, która widniała na telefonie Roberta, kiedy go
używałem. Równo o tej godzinie uruchomiłem stoper w swojej komórce. To ten
drugi czas.
-
A ten trzeci, to obecna godzina pokazywana przez kamery?
-
Zgadza się. O szóstej rano byłem tutaj i rozmawiałem z ochroniarzem, którego
zmiana właśnie się zaczynała. Powiedziałem mu, że dla lepszego ustalenia
przebiegu wydarzeń, potrzebna mi będzie konkretna godzina w momencie gdy do
niego zadzwonię. Policyjna blacha sprawiła, że był chętny do współpracy,
natomiast pięćdziesięciozłotowy banknot sprawił, że nie zadawał żadnych pytań.
Chciałem ustalić, z czego wynika ta różnica trzech minut, bo tyle jak zapewne
pamiętasz, wynosiła. W momencie gdy dzwoniłem do ochroniarza kamery pokazywały
czas 10:17:47, natomiast według moich wyliczeń za pomocą stopera czas, który
był w tym samym momencie wyświetlany był na komórce Roberta to 10:20:33, plus
te pare sekund. Niemniej, mamy naszą różnicę trzech minut.
Dorota
otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
-
Choć ciągle stanowi to jedynie poszlakę. W końcu jakby się uprzeć, znajdziemy
stu jak nie więcej ludzi, którzy w tym czasie wykonywali połączenie.
-
Chcesz powiedzieć, że podejrzewasz tego całego Roberta?
-
Zgadza się.
Kobieta
nie wytrzymała i postanowiła dać upust swojej irytacji.
-
Bez sensu. Nie masz żadnych dowodów, a odstawiasz takie szopki. Popisujesz się
jakimiś durnymi podchodami.
-
Chciałem mieć jakiś punkt zaczepienia.
-
I nie pomyślałeś, że lepiej byłoby poprosić firmę telekomunikacyjną o
namierzenie, gdzie w danym momencie znajdował się Robert?
-
Mogłem, ale żeby prokurator nam na to zezwolił to muszę mieć jakieś poszlaki,
tak jak w przypadku rewizji. Druga rzecz, że trochę to zajmie, a nie możemy
siedzieć i czekać z założonymi rękami, jednak żeby działać muszę mieć na czym.
Przez
chwilę jechali w milczeniu. Wjeżdżali właśnie na skrzyżowanie Marszałków, skąd
skręcali w Piłsudzkiego w kierunku centrum.
ROBERT,
WIEK OKOŁO 30 LAT, WYSPORTOWANY, TYP PODOBAJĄCY SIĘ KOBIETOM. DWIE TEORIE.
PIERWSZA: TRAKTOWAŁ ROMANS JAK PRZYGODĘ, KOBIETA NIC DLA NIEGO NIE ZNACZYŁA.
MAŁO PRAWDOPODOBNE. JEŚLI WIERZYĆ ŻONIE OFIARY, BYŁ MOCNO ZAANGAŻOWANY. DRUGA:
TRAKTOWAŁ ZWIĄZEK POWAŻNIE, KOBIETA NIE CHCIAŁA ODEJŚĆ OD MĘŻA, KTÓREGO
KOCHAŁA. ROBERT NIE MÓGŁ SIĘ Z TYM POGODZIĆ. MOTYW ZABÓJSTWA: ZAZDROŚĆ.
-
Zazdrość to częsty motyw popełnianych morderstw – rzekł niespodziewanie, jakby
wyrwany z transu - na szybko przypominam sobie jeden. 22 czerwca 2016 roku. 46
letni mężczyzna zabił młodszego o 10 lat człowieka właśnie przez zazdrość.
-
Prowadziłeś tą sprawę?
-
Nie.
-
To skąd wiesz?
-
Wzmianka była o tym na jednym z portali internetowych. Notka nie była za długa,
ani nie był podany całościowy obraz sytuacji.
-
Przecież to było ponad rok temu! Chcesz powiedzieć, że zapamiętałeś to?
-
To, jak i wiele innych spraw, o których pisały gazety.
-
Ale nie rozumiem, po co ci to?
-
Przestępcy działają pewnymi powielanymi schematami. Warto je znać, bo wtedy
łatwiej dojść do sedna. Jednak na chwilę obecną mamy tylko motyw i wiemy, że
połączenie, które wykonał zabójca pokrywa się z godziną połączenia, które
wykonywał Robert do swojej kochanki. Będę cię musiał prosić o pomoc.
-
No proszę, zamieniam się w słuch.
-
Chciałbym, żebyś spytała tą kobietę wprost, o czym była ta rozmowa.
-
Przemek… mało ma ta kobieta stresu?
-
To może być istotne, a daję ci wybór. Albo ty z nią pogadasz albo zrobię to ja
z wrodzoną sobie delikatnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz